Rozdział II

Następnego ranka leżałam w łóżku pogrążona w rozmyślaniach. Spotkanie przebiegło bez większych komplikacji i wbrew moim obawom nikt szczególnie nie naciskał na to, bym zaczęła treningi. Nie wiedziałam co o tym myśleć i zaczęłam się obawiać, że to jakaś nowa metoda na przekonanie mnie. Na dobrą sprawę przez całe spotkanie czułam się jakbym była niewidzialna, bo nikt zbytnio nie zawracał sobie mną głowy. Nie przeszkadzało mi to, wiedziałam, że chłopcy musieli nadrobić stracony czas, a słuchanie o ich wspólnych przygodach na dobre rozproszyło moje ponure myśli związane z rychłym weselem.

Teraz jednak byłam sama i cały ciężar przyszłych wydarzeń zaatakował mnie ze zdwojoną siłą. Nie chciałam przyznawać nawet przed samą sobą, że ślub z mężczyzną w podeszłym wieku, którego nigdy w życiu nie widziałam mnie przeraża. Papa zapewniał, że jest to w gruncie rzeczy przemiły człowiek, a sojusz z Szadanem w obecnej sytuacji politycznej jest w stanie zapewnić nam potrzebne wsparcie na granicy zachodniej. Rozumiałam całą sytuację, ale to nie sprawiało, że czułam się lepiej.

Ktoś cicho wślizgnął się do pomieszczenia.

-Dzień dobry, panienko. Powinna panienka już wstać jeśli nie chce się spóźnić na poranne zajęcia z dykcji.
-Wiem, wiem, Adiel. Już wstaje.

Ociężała zwlekłam się z łóżka i pozwoliłam Adiel zająć się swoją garderobą. Delikatnie, tak, by nie dotknąć mojej skóry, zdjęła moją koszulę nocną i westchnęła z dezaprobatą.

-Panienko! Przecież tego nie da się ukryć pod makijażem. Nie powinna panienka tyle czasu spędzać na mocnym słońcu, gdyż delikatna skóra gotów jeszcze odejść od ciała.
-Przepraszam, zapomniałam o tym całkowicie. Jestem pewna, że dasz radę jakoś temu zaradzić.
-Postaram się, panienko, ale za efekty nie jestem w stanie ręczyć.
-To nic, trochę opalenizny nie zepsuje mojej krwi.

Adiel wyjęła z połaci własnej sukni mały słoiczek z dobrze znaną mi maścią i łagodnie wklepała niewielką ilość na mój spieczony kark. Syknęłam z bólu, ale Adiel nie przestawała. Po chwili nałożyła trochę kremu na moje ramiona i kazała odczekać chwilę by maść dobrze się wchłonęła.

-To powinno pomóc na pieczenie i niechcianą opaleniznę.
-Nie rozumiem, czemu opalenizna to coś złego.
-Każda szlachcianka musi dbać by jej lico było śnieżnobiałe. Dotyczy to także najstarszej córki rodu królewskiego.

Przewróciłam oczami, pilnując by tego nie dostrzegła.
Po paru minutach, gdy na mojej nagiej skórze nie pozostało już ani trochę maści Adiel nałożyła na mnie delikatną, jedwabną koszulę.

-Czy będziemy mieli gości?- Spytałam, gdyż tak kosztowne stroje nie były zakładane bez specjalnej okazji.
-Przybył Ambasador Ziem Ebrateńskich. Przecież nie możemy pozwolić by wyniósł błędne przekonanie o złym wychowaniu panien na naszym dworze. Król Eryk jeszcze gotów wycofać oświadczyny z księżniczką Iliri, bojąc się o jej ogładę, która mogłaby tu nieco stracić na ważności.

Puściła mi przy tym oczko a ja się uśmiechnęłam.
-Masz świętą rację, nie można do tego dopuścić.

Adiel nałożyła na mnie jeszcze parę warstw, ciężkich, bogato zdobionych sukien i zabrała się za układanie misternej fryzury.

-Pomyślałby kto, że będziemy przyjmować jakiegoś cesarza.

Adiel skarciła mnie spojrzeniem.
-Zawsze trzeba sprawiać dobre wrażenie.
-Nie wiem, czy to będzie dobrze widziane gdy nabawię się mięśni od noszenia tych ciężkich sukni.
-Jeśli nabawi się panienka mięśni to wątpię by było to od zbyt ciężkiego odzienia. Radziłabym wtedy ograniczyć zabawę w ogrodnika.

Uśmiechnęłam się łobuzersko w iście niekrólewskim uśmiechu.

Ktoś zapukał.
-Proszę chwilę poczekać- Zawołała Adiel i poprawiła niesforny lok, który zawisnął nad moim czołem.

Drzwi otworzyły się i wszedł Hunterberg.
-Przepraszam, że tak niespodziewanie, ale twój brat poprosił bym odprowadził cię do ogrodów, gdyż uroczysty obiad został przeniesiony na błonia.

Nie wiedzieć czemu moje policzki przybrały barwy dojrzałych czereśni.
Adiel skłoniła się głęboko w pas i pozostała w takiej pozycji dopóki nie pozwoliłam jej się wyprostować.
-Muszę nalegać by poczekał pan przed komnatą, gdyż księżna nie jest jeszcze gotowa.

Hunterberg się zmieszał nieznacznie, odkłonił i zniknął za masywnymi drzwiami.
-Coś czuję, że dziś będę musiała znacznie mocniej przypudrować panienki twarz, jeśli za każdym razem gdy Ambasador się odezwie zamierza panienka rumienić się tak dosadnie.

-Adiel! Zrobiło mi się nagle gorąco, to wszystko. Za dużo tych warstw sukna, spocę się przy najbliższej okazji.
-Proszę się o to nie martwić, panienko.

Podała mi do ręki filigranowy wachlarz i ostatecznie przypudrowała moje policzki.
-Myślę, że teraz wygląda pani zjawiskowo.
-Jak zawsze- Zauważyłam z łobuzerskim uśmiechem.
-Oczywiście- Potwierdziła z kamienną twarzą.
-Powinnam w takim razie się już zbierać. Dziękuję za pomoc.

Adiel ukłoniła się nisko i opuściła komnatę. Zanim drzwi się zamknęły do środka wślizgnął się Hunterberg.
-Gotowa?

Kiwnęłam głową na znak potwierdzenia, uniosłam wachlarz i poły sukni i podałam mu ramię.
-Prowadź.

Szliśmy w całkowitym milczeniu, przerywanymi od czasu moimi uwagami na temat elementów architektury Karangratu. Hunterberg od czasu do czasu reagował na moje próby wciągnięcia go w rozmowę chrząknięciem, co skutecznie zabiło jakąkolwiek konwersację. Nie była to sytuacja w której czułam się komfortowo, ale postanowiłam milczeć. Byłam przyzwyczajona, że to mnie mężczyźni zabawiają rozmową, ale ten, który mi towarzyszył do rozmownych nie należał. W końcu wyszliśmy na błonia a słońce oślepiło mnie. Nasunęłam głębiej kapelusz i poczułam jak szpilka wbija mi się w głowę. Zaczęłam się zastanawiać, jak ją poprawić, tak, by mój towarzysz nie zauważył i wpadłam na pomysł by zacząć się wachlować. Duża rozpiętość wachlarza pozwalała ukryć moje próby majstrowania w misternej fryzurze. Po chwili szpilka całkowicie wypadła z włosów, a ja spłonęłam rumieńcem. Nie potrafiłam zrozumieć, czemu akurat ja musiałam urodzić się taka niezgrabna.

-Coś się stało?- Spytał Hunterberg lekko zaniepokojony.- Słabo ci?
-Troszeczkę- Skłamałam, by ukryć fakt natrętnego napływania krwi do policzków pod fasadą pięknej pogody.
-Nigdy nie potrafię zrozumieć, czemu kobiety wciskają się w tak ciasne gorsety. Przecież w tym się nie da oddychać.
- Daje to natomiast efekt idealnie cienkiej talii, mój drogi- Postanowiłam bronić ród kobiecy.- Nie ważna wygodna, gdy wyglądać chce pięknie panna młoda.
-Pewnie masz rację. Każdy odpowiada za swoje zachowanie.

Nie zrozumiałam jego odpowiedzi, więc zachowałam milczenie.
Doszliśmy do długiego stołu nakrytego różnymi specjałami, odpowiedniejszymi raczej na wystawne przyjęcie niż śniadanie w ogrodzie.
-Głupio mi trochę- Przyznał szeptem Hunterberg.- Nie jestem na tyle ważną personą, by tak się mną przejmować.
-Jesteś ważną osobą dla mojego brata, a do tego jesteś tu w charakterze ambasadora kraju, z którym mamy nadzieję zawiązać przymierze. Jeśli nie ty jesteś tego warty to nie wiem kto.

Wyprostował się i obdarzył uśmiechem ludzi siedzących po obu stronach stołu.
-Dziękuję, że zechciałeś przyprowadzić moją siostrę- Powiedział Dymitr i gestem dłoni zaprosił nas byśmy usiedli po jego lewej stronie. 

Z racji nieobecności ojca, Dymitr zajął miejsce na czele stołu, ja usiadłam po jego lewej stronie, a nasz brat Wołodia po drugiej stronie stołu. Po prawej od Dymitra usiadł ambasador Szadanu, który wiecznie miał skwaszoną minę i otaksował mnie bezczelnym spojrzeniem. Zatrzęsłam się w środku z oburzenia ale mimo to, pamiętając o manierach posłałam mu jeden ze swoich królewskich uśmiechów. Na lewo ode mnie usiadł Hunterberg, natomiast za nim Lidia, jedna z moich kuzynek. Lidia była najpiękniejszą kobietą jaką kiedykolwiek widziałam. Była bardzo podobna do mojej świętej pamięci matki, delikatnej blondynki, która wyglądem przypominała płatek śniegu. Lidia była nieco wyższa od niej, a jej włosy miały więcej złotych refleksów. Jej oczy nie były bladoniebieskie, a wręcz przeciwnie- były koloru płynnej czekolady. Mimo to mocno przypominała moją rodzicielkę i gdy byłyśmy małe często zaśmiewano się, że musiało dojść do pomyłki przy porodzie i królowej oddano nie tę córkę co trzeba. Ja z kolei byłam mniej filigranowa, moje włosy miały w sobie większość odcieni blondu i rudości, a oczy były dziwną mieszanką błękitu i zieleni. Twarz miałam nie przykuwającą uwagi, a mój wrodzony wdzięk łatwy był do podważenia. Teraz, widząc jak Lidia z łatwością prowadzi konwersację z Hunterbergiem poczułam zazdrość i zrobiłam kwaśną minę. 

Dymitr zauważył to i kciukiem rozprostował zmarszczkę na moim czole.
-Nie rób takiej miny. Zostaną ci zmarszczki, a tego nie chciałabyś.
-Przepraszam.
-Czy ona zawsze tak przeprasza?- Spytał niespodziewanie Hunterberg.
-Obawiam się, że tak- Roześmiał się Dymitr a ja spłonęłam rumieńcem. 

Wzięłam półmisek z kawałkami wodnego melona i ukroiłam sobie potężny kawałek. Podniosłam złotą, zdobioną łyżeczkę w stronę ust i zobaczyłam karcące spojrzenie Lidii. Odłożyłam więc łyżeczkę i zignorowałam burczenie w brzuchu. 

Dymitr zobaczył to i zrobił zdziwioną minę. Chwycił półmisek z czerwonymi jak cegła winogronami i nałożył mi na talerz.
-Jedz, musisz mieć dużo siły przed zajęciami.

Uśmiechnęłam się do niego promiennie i ugryzłam kawałek wodnego melona.
-Nie wiedziałam, że do lekcji dykcji będzie mi potrzebne tak dużo energii.  
-Lekcje dykcji masz dziś odwołane. Poprosiłem, byś mogła dziś uczestniczyć w naszych ćwiczeniach.

Oburzyłam się.
-To podstęp. Myślałam, że mówiłeś szczerze o nie naciskaniu na mnie pod tym względem.
-Bo mówiłem. Nikt nie będzie cię zmuszał do ćwiczeń, możesz tylko popatrzeć.
-Jesteś niemożliwy- Warknęłam, ale coś na kształt uśmiechu zaczęło się formować w kącikach moich ust.
-Jeszcze mi podziękujesz.
-Tak myślisz?
Zniżył głos do szeptu.
-Lidii tam nie będzie.
-To kiedy zaczynamy?- Spytałam, nagle ożywiona. Roześmiał się i nałożył sobie kawałek jabłkowego ciasta.
-Chciałbym najpierw odpocząć jeśli nie masz nic przeciwko. Spotkajmy się za 2 h pod salą ćwiczebną. Tylko ubierz coś wygodnego.
-Będę tylko się przyglądać.

Uniósł dłonie w geście poddania.
-Jasne, siostrzyczko.

Reszta poranku upłynęła stosunkowo przyjemnie. Po skończonym posiłku oglądaliśmy wokalny występ Lady Drozdov, która potrafiła wyciągnąć tak niesamowite dźwięki, że dostałam gęsiej skórki. Podczas występu Lidia dalej prowadziła konwersacje z Hunterbergiem, ale ku mojej uciesze nie wydawał się tak zaciekawiony jak wcześniej. Dymitr przyglądał mi się z tajemniczą miną, natomiast Wołodia otwarcie nas ignorował. Po zakończeniu występu wszyscy powoli wstali od stołu w ustalonej od górnie kolejności. Pochód zaczęliśmy razem z Dymitrem, a zamykał go 15 letni wyrostek, syn jednego z wysokich urzędników. Pożegnaliśmy się i sama szybkim krokiem oddaliłam się w stronę własnej komnaty.

Gdy do niej weszłam od razu uderzył mnie specyficzny zapach.
-Adiel? Jesteś tu? Co tak dziwnie pachnie?

Głowa służki wychyliła się zza wnęki prowadzącej do łazienki.
-Przepraszam. Książę Dymitr kazał mi przygotować dla panienki strój ćwiczebny ale nie ostrzegł, że skóra z której jest wykonany tak okropnie pachnie. Próbuję wywabić ten zapach ale kiepsko mi idzie.
-Nie przejmuj się tym. Wystarczy wywietrzyć pomieszczenie jak je stąd wyniosę.
-Oczywiście.

Adiel zdjęła ze mnie ciężkie sukno i zamiast niego wcisnęła na mnie dość obcisły strój ze smoczej skóry.
-Czy to są spodnie?- Spytałam przerażona.
-Nie wiem, panienko. Musiała zajść jakaś pomyłka. Pójdę i spytam, czy to na pewno adekwatny strój.
-Z przykrością muszę stwierdzić, że to chyba nie jest pomyłka. Przecież modne, obszerne suknie nie zmieszczą się w zbroi. Podejrzewam, że nawet kobiety ćwiczą w takich strojach.
-Rzeczywiście, na polu bitwy próżno szukać strojnej odzieży.

Związała moje włosy nisko nad karkiem i podpięła je prostą broszką.
-Dziękuję, Adiel. Myślę, że czas na mnie.

Kiwnęła głową, przyglądając się mojemu strojowi z wyraźną dezaprobatą.

Wyszłam z komnaty i zażenowana własnym wyglądem ruszyłam pobocznym korytarzem. Na moje nieszczęście Lidia wybrała tą samą drogę.
-Gdzie się wybierasz, kuzynko?- Spytała.
-Nie twój interes- Odburknęłam i natychmiast tego pożałowałam. W oczach Lidii zabłysły iskierki oburzenia.
-Pomyślałby kto, że księżniczka powinna być lepiej wychowana.
-Przepraszam, kuzynko- Okazałam skruchę a ona przyjęła ją kiwnięciem głowy.
-Czy to sekret?
-Nie, skądże. Książę zaprosił mnie do uczestniczenia w południowym treningu.
-Będziesz ćwiczyć ze wszystkimi tymi spoconymi mężczyznami? To nieprzyzwoite!
-Mój ojciec nalega bym nauczyła się podstaw samoobrony. Myślę, że gdyby uważał to za nieprzyzwoite, z pewnością by do tego nie dopuścił- Pokazałam jej gdzie jest jej miejsce i po jej minie poznałam, że odebrała przytyk. Mi mogła zaprzeczać, ale królowi nie wypadało. Przełknęła więc ślinę i skłoniła się lekko.
-W takim razie życzę przyjemnego południa- Powiedziała i odeszła.
-Przyda się- Mruknęłam pod nosem i stanęłam przed drzwiami do Sali ćwiczebnej. 

Zapukałam nieśmiało, nie do końca wiedząc jak powinnam się zachować. Otworzył mi dobrze zbudowany młody człowiek. Wytarł pot z oczu i spojrzał na mnie z podejrzliwą miną.
-Co panienka tu robi?

Zaschło mi w gardle i nie zdołałam wydusić z siebie ani słowa. Na szczęście w tym momencie podszedł do nas Dymitr.
-Dzisiaj moja siostra będzie mi towarzyszyć w treningu.

Młodzieniec kiwnął mu głową i cofnął się bym mogła przejść. Scena, która ukazała się moim oczom była co najmniej przerażająca. Dookoła mnie stało pełno spoconych, potężnych mężczyzn w podkoszulkach. Niektórzy byli w trakcie ćwiczeń, ale mimo to wszyscy wlepiali we mnie ślepia. Poczułam się jak myszka w jaskini pełnej lwów. Zbladłam, i szybkim krokiem podążyłam za Dymitrem, próbując się skryć za jego plecami. Zaprowadził mnie do dużo mniejszej Sali, w której oprócz nas stała jeszcze jedna postać. Nie widziałam jej dobrze, kilka świec stojących w kącie nie dawało wystarczająco światła bym mogła się jej dobrze przyjrzeć ale zgadywałam, że to Hunterberg. 

Moje podejrzenia potwierdziły się gdy podszedł i podał mi rękę.
-Jednak się zdecydowałaś?
-Ja przyszłam tu tylko popatrzeć.
-Oczywiście- Powiedział pojednawczo i odwrócił się w stronę mojego brata.
-Zaczynamy?
-Oczywiście- Odpowiedział Dymitr i wskazał mi rząd poduszek ustawionych pod jedną ze ścian. Posłusznie podążyłam za jego poleceniem i rozsiadłam się wygodnie.

Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku byłam w stanie dostrzec więcej szczegółów, ale nada wiele z ich ruchów pozostawało dla mnie tajemnicą. Patrząc na to z boku, miałam wrażenie, że tańczą. Poruszali się w jakimś nieznanym mi rytmie. Najpierw doskakiwał jeden, zadając pozorny cios a drugi markował kontratak. Następnie drugi odskakiwał i atakował z półobrotu, próbując przebić się przez obronę pierwszego. Po chwili wszystkie ich ruchy zaczęły mi się zlewać w jedno, a powieki poczęły mi ciążyć. Z całej siły próbowałam utrzymać przytomność ale w którymś momencie się poddałam. Zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodniej na poduszkach.

Obudził mnie podniesiony głos.
-Czego ty ode mnie oczekujesz?

Uchyliłam powieki, tak by nie było tego widać w półmroku i starałam się nie dać po sobie poznać, że się obudziłam.
-Nie udawaj, że nie wiesz. Myślisz, że po co cię tu zaprosiłem akurat teraz? Musiałem omówić tą sprawę tylko z tobą. Bez Erieny czy Dhirena.
-Mogłeś przyjechać i tak. Nie trzymam się z nimi, dobrze o tym wiesz.
-Nikt nie może o tym wiedzieć, bo to grozi katastrofą.

Usłyszałam szczęk metalu i zorientowałam się, że nie przestali ćwiczyć. Otworzyłam szerzej oczy, wiedząc, że są tak zajęci, że nie zwracają na mnie najmniejszej uwagi.
-To jest jakaś paranoja. Nikt się na to nie zgodzi.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Nikt nie może wiedzieć, że to my za tym stoimy. Spreparujemy dowody tak, że nikt się nie połapie, kto brał w tym udział.
-To i tak niebezpieczne. Może doprowadzić do wojny.
-Wiem. Ale co innego byś mi doradził?
-Siedzieć na tyłku i pogodzić się z tym. Mogłeś trafić gorzej. Jesteś księciem do cholery, a to nie tylko prawa, ale także obowiązki.
-Ty coś o tym wiesz prawda?
-Popełniłem błąd i zawsze będę tego żałował. Moja sytuacja jest beznadziejna, natomiast ty możesz jeszcze dobrze wybrać. Nie zmarnuj tej szansy.

Zrobiło mi się niewygodnie i mimo tego, że starałam się nie poruszać przesunęłam się trochę. Poduszki rozjechały się a ja z impetem przywitałam podłogę. Mężczyźni od razu zaprzestali rozmowy i rzucili się by mi pomóc. Podnieśli mnie z ramiona i spojrzeli na moją twarz. Dymitr cicho zagwizdał.
-Nawet pod grubą warstwą pudru się nie da tego ukryć.

Hunterberg spojrzał na mnie, a na jego ustach zaiskrzył się kąśliwy uśmiech, który ani trochę mi się nie podobał.
-Jeszcze pomyślą, żeśmy ją tak urządzili.

Dymitr się roześmiał i narzucił mi na ramiona swój płaszcz, a twarz zakrył mi w cieniu kaptura.
-Myślę, że na dziś już wystarczy ci wrażeń. Popołudnie powinnaś spędzić w swoich komnatach.
-Na dobrą  sprawę to przez tydzień radziłbym ci się nie wychylać zbytnio- Dorzucił Hunterberg i zaśmiał się nieco złośliwie.

-Faceci- Warknęłam i zamaszystym krokiem wyszłam z Sali ćwiczebnej. Jeszcze przez kilka chwil czułam na sobie zaciekawione spojrzenia, ale gdy minęłam zakręt zostałam całkowicie sama. 

Wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że zaczyna się już ściemniać. Westchnęłam ciężko i postanowiłam posłuchać się rady Dymitra. Wróciłam do komnaty i usiadłam na kozetce. Wyjrzałam za okno na kwitnący ogród i modliłam się by poranek nigdy nie nastąpił.

Komentarze