Rozdział II. Wieść

Uklepałam poduszkę i położyłam na niej głowę. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie; kołatały w niej miliony myśli. Westchnęłam ciężko. Przymknęłam oczy, modląc się by przyszedł sen. Czułam się lekko skołowana, w końcu wpuściłam do domu zupełnie obcą mi osobę, ale starałam się tym nie przejmować. Próbowałam uspokoić się poprzez miarowe wdychanie i wydychanie powietrza z płuc, niestety nie szło mi to najlepiej.

-Mogę prosić o nieco większy ręcznik?- Usłyszałam za plecami. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że stojący za kanapą mężczyzna jest prawie całkowicie nagi.

Zachłysnęłam się powietrzem, a na jego policzki powoli wpłynęła czerwień. Poprawił szmatkę zawieszoną na biodrach i zmierzył mnie spojrzeniem, które w początkowym zamierzeniu pewnie miało być karcące, jednak zauważyłam jak kąciki jego ust nieznacznie unoszą się do góry. Westchnęłam teatralnie i odkryłam się zamaszystym ruchem. Starałam się nie patrzeć w kierunku jego idealnie umięśnionego ciała, lecz moje oczy mimowolnie kierowały się w tamtą stronę.

-Masz- Powiedziałam i rzuciłam w jego stronę wyjęty z dębowej szafy brązowy ręcznik. Złapał go jedną ręką po czym odwrócił się w stronę łazienki.

-Poczekaj- Rzuciłam a następnie wyminęłam go szybko. Otworzyłam drzwi łazienki. Uderzyło mnie niewiarygodne ciepło.

-Też lubię ciepłe kąpiele, ale ty chyba przesadzasz- Zauważyłam. Mężczyzna stał się lekko poddenerwowany.

-Dopłacę do rachunku?

-Nie o to mi chodzi- Roześmiałam się i machnęłam na to ręką. Wyjęłam z szafek pastę do zębów oraz zapasową szczoteczkę, pozostawioną na wszelki wypadek przez Bastiena. Podniosłam się z klęczek i spojrzałam prosto w błękitną przepaść. Z zażenowaniem odsunęłam się od mężczyzny a jego oczy na nowo zostały tylko oczami. Wyjął mi z rąk szczoteczkę i pastę, po czym uśmiechnął się łobuzersko.

-Zostajesz?

Nic nie wydusiłam, tylko odwróciłam się i opuściłam naprędce pomieszczenie. Udałam się z powrotem na kanapę. Usiadłam tam i zastygłam. Nie wiedziałam, jak mam zareagować na jego zachowanie. Nie byłam pewna czy doszukiwać się podtekstów czy dać sobie spokój. W końcu wybrałam to drugie. Wyjęłam z małej szufladki kieszonkową wersję książki, którą koleżanka przekazała mi przed wyjazdem. Stwierdziłam, że sen i tak nie jest mi pisany. Zaczytałam się w historię dwóch sióstr i zanim się obejrzałam usłyszałam huk. Poderwałam się, a książka spadła na podłogę.

-Nic mi nie jest!- Krzyknął mężczyzna.

-Brzmiało inaczej - Odkrzyknęłam. Zza drzwi wychyliła się brązowa czupryna z figlarnym uśmiechem.

-A ty mówiłeś, że masz nudne życie...

Wyszczerzył zęby i kiwnął na mnie ręką.

-Chodź, dołącz się do mnie.

Zamarłam.

-Mówisz poważnie?

-Nie martw się, już się ubrałem.

Wychylił się bardziej i udowodnił, że rzeczywiście tak jest. Odetchnęłam z ulgą po czym ruszyłam w jego stronę.

-Czego potrzebujesz? - Spytałam, mijając go w drzwiach.

-Żyletki.

-Słucham? - Byłam pewna, że się przesłyszałam.

-No taką do golenia. Odkupię - Zapewnił.

Rozbawił mnie tym.

-Chodzi ci o maszynkę do golenia?

-Tak, właśnie -Przyznał zażenowany.

-Masz- Powiedziałam, po czym skierowałam się w stronę drzwi.

-Czekaj!- Wyrwało mu się - Pomożesz mi?

Zatrzymałam się.

-Ja-jasne - Wyjąkałam i się cofnęłam.

-Piankę też Ci nałożyć?

-Poprosiłbym.

Kazałam mu usiąść na małym stołku i nałożyłam na jego twarz dużą ilość pianki. Wyciągnęłam maszynkę po czym delikatnym ruchem przeciągnęłam mu po policzku. Powtórzyłam to na drugim, potem powoli schyliłam się i wyciągnęłam rękę w kierunku szyi.

-Czekaj, ale umiesz golić tak? Nie zabijesz mnie, czy coś w ten deseń?

Zdziwiło mnie jego bezkresne przerażenie.

-Sam mnie o to poprosiłeś. Poza tym nieraz już poprawiałam Bastiena. No i jeszcze nie słyszałam by ktoś się wykrwawił przy goleniu. To powinno cię przekonać.

Widziałam wahanie w jego oczach ale i tak zabrałam się do roboty. Po chwili było już po wszystkim.

-Widzisz? Nie zabiłam cię.

-Wybacz, za moich czasów...

Uniosłam brew zdziwiona.

-To znaczy w mojej okolicy ludzie golili się żyletkami. To dość niebezpieczne zajęcie.

-No cóż, w takim razie prezentuje ci najnowszy wynalazek ludzkości, maszynkę do golenia, która nie pozbawi cię głowy. Mówię Ci, totalny hit.

Nie rozbawiło go to zbytnio. Spojrzał na mnie przenikliwie, jakby coś analizował.

-Powinienem powiedzieć Ci już wcześniej... Nie przypadkiem znalazłem się na tamtej drodze.

Dziwnie było to słyszeć od umazanego pianką do golenia faceta siedzącego na stoliczku w łazience. Machinalnie zacisnęłam jednak dłoń na maszynce, modląc się w duchu by jednak nie była tak bezpieczna jak zapewniają producenci.

Mężczyzna otworzył usta ale w tym momencie ktoś załomotał w drzwi.

-Cholera, znów zapomniałem kluczy.

-Bastien! - Pisknęłam radośnie. Teraz już nie byłam sama, a facet w łazience już mi nie zagrażał. Wycofałam się tyłem, mając go na uwadze i pobiegłam do drzwi. Szarpnęłam za klamkę. Zamknięte. Zaklęłam w duchu i zaczęłam przeszukiwać kieszenie.

-Poczekaj, to naprawdę ważne - Powiedział mężczyzna.

Nawet na niego nie spojrzałam. W kieszeniach nie było kluczy więc skierowałam się w stronę stolika. Za nic nie mogłam sobie przypomnieć gdzie schowałam klucze. Słyszałam przez drzwi, że Bastien także szuka kluczy, ale znając jego byłam pewna, że je zgubił.

-Proszę poczekaj chwilę.

Zignorowałam go i zajęłam się przeszukiwaniem szafki. Złapał mnie za ramię po czym obrócił w swoją stronę.

-Na prawdę muszę Ci to powiedzieć.

-Śpieszę się, nie widzisz?

Wzmocnił uścisk na mojej dłoni. Zamknął oczy a ja się szarpnęłam.

Nagle wszystko zamarło.

-Co do...

-To próbuje ci wytłumaczyć. Nie jestem tu przypadkiem. Jestem tu po ciebie. Zazwyczaj wygląda to inaczej, ale ty jesteś wyjątkowa i musisz o tym wiedzieć.

-O czym ty do cholery jasnej pleciesz?

-Zazwyczaj osoba taka jak ja spotyka taka osobę jak ty i zdobywa jej zaufanie.

Cofnęłam się o krok.

-Ważne jest, by ta osoba nie miała wątpliwości, że może Ci ufać. By cię kochała. Powoli wprowadzasz ją w nowy tryb życia i wyjawiasz prawdę. Ten stopień jest najtrudniejszy. Wielu się denerwuje, nie chce wierzyć. Mamy z wami naprawdę wiele roboty.

Uśmiechnął się. Ja zrobiłam kolejny krok w tył.

-Nadal nie rozumiesz. No cóż... 

Westchnął ciężko.

-Leah, ty nie żyjesz. Umarłaś wczoraj wieczorem. Miałaś wypadek, pamiętasz?

Pokręciłam głową zszokowana.

-To był pijany kierowca. Wracałaś z imprezy. Bastien miał cię odwieźć ale zniknął gdzieś z dziewczyną z imprezy. Było ciemno, a to stało się tak szybko... Nie miałaś szans. Zginęłaś na miejscu. Twoje ciało znaleziono dwie godziny później.

-To nie prawda! Nie okłamuj mnie! Bastien? Bastien! U nas w domu jest niebezpieczny człowiek! Bastien, pomóż mi! Bastien proszę cię... - Oparłam się o drzwi od sypialni i powoli po nich zjechałam. Objęłam się ramionami po czym załkałam. Byłam sam na sam z jakimś psycholem i nie miałam szans na ucieczkę.

-Czego chcesz? Chcesz mnie zabić? Proszę, zrób to teraz, nie chcę przeżywać twoich chorych gierek.

Wywrócił oczami, a ja zaczęłam mocniej ryczeć. Machnął ręką i do domu wtoczył się pijany Bastien. Poderwałam się. Ominęłam w biegu mężczyznę po czym wbiegłam w przyjaciela.

W Bastiena. Nie obok niego. Nie przed niego. Nie wpadłam na niego z impertem. Wbiegłam W niego. Przebiegłam dalej i zatrzymałam się na ścianie. Odwróciłam się przerażona. Spojrzałam na mężczyznę. Wzruszył ramionami.

-Nie jestem w tym najlepszy. Szczerze mówiąc dopiero zaczynam.

Wściekłam się. Mocno.

Doskoczyłam do niego i zaczęłam okładać go pięściami.

-Jak możesz!

Próbował się bronić. Raczej z zaskoczenia, gdyż moje uderzenia nie zdawały się robić na nim wrażenia.

-Jak możesz być tak nieczuły! Czemu ja?! Czemu ty?! Kim ty w ogóle jesteś?!

-Uspokój się. Bastien może i cię nie widzi, ale doskonale czuje nerwową atmosferę. Właśnie została zamordowana jego przyjaciółka. Chcesz jeszcze podburzać jego emocje?

-Słucham?! To JA jestem tą przyjaciółką!

Uspokoiłam się nieco, ale raczej po to, by na zimno spojrzeć na to wszystko.

-Poza tym powinien pocierpieć. Z tego co mówisz to jego wina.

-Z takim podejściem nie zrobisz kariery w niebie.

-Patrząc na to, że ty zrobiłeś, to jeszcze nie wszystko stracone - Odgryzłam się.

-Spójrz na to z innej strony. Bycie martwym wcale nie jest takie złe.

Prychnęłam.

-Serio- Zapewnił, po czym w jego dłoni pojawił się kieliszek z winem.

-Spróbuj, ty też tak umiesz.

-Wybacz, ale jestem niepijąca.

Spojrzał na mnie zdziwiony po czym wziął sążnego łyka czerwonego płynu.

-Żałuj.

-Zaraz, zaraz, skoro potrafisz swoje czary mary, to czemu sam się nie ogoliłeś?

-To był mój plan zaskarbiania twojej przychylności.

-Uwodząc mnie ? Słaby pomysł jak na anioła.

-A uwiodłem? Z anielskiego punktu widzenia jesteś wolna, więc to nie jest grzech. Poza tym nie czepiaj się mnie. Mówiłem, że nie mam doświadczenia.

-Jak bardzo?

-Co?

-Jak bardzo nie masz doświadczenia?

-Jesteś pierwszą duszą, którą mam przeprowadzić na drugą stronę.

-Po prostu bosko...